poniedziałek, 21 września 2015

Rozdział 1

<<< kilka lat później>>>

* Emilka *
Kolejny dzień, jak co dzień. Pobudka rano, punkt 6.00. Odbębnienie ośmiu godzin w pracy i powrót do domu. Już od drzwi wita mnie wesołe szczekanie małego szczeniaczka rasy york. Nie zdejmując butów, kucam przed drzwiami i głaszczę ją po jedwabistych włosach. Mała suczka - Lucy - jest moim jedynym prawdziwym towarzyszem dnia.
Od czasu do czasu odwiedzam mamę w rodzinnym domu, lecz wizyty te przeprowadzam kiedy nie ma tam mojego ojczyma, ani przyrodniego brata. Ostatni raz widziałam ich w dniu mojej wyprowadzki do Rzeszowa i wcale nie jest mi z tym źle.
Wracając do mojego dnia, szybko zdejmuję obuwie, a torbę rzucam na szafkę w korytarzu. Z psiną na rękach kieruję się do kuchni, aby nakarmić nas obie. Suczce dałam trochę karmy, a sobie przygotowałam płatki z mlekiem. W drodze do salonu, gdzie zostawiłam mój laptop, zaczynam konsumpcję mojego posiłku. W największym pokoju mojego mieszkanka usadawiam się na kanapie, by już po chwili logować się na, doskonale wszystkim znanego, Facebook'a. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to nowa, nieodczytana wiadomość. Kompletnie się tego nie spodziewając, kliknęłam w ikonkę, aby otworzyć wiadomość i... zamarłam. Autorem, a właściwie autorką tej wiadomości była Dominika Wachowska - przewodnicząca mojej byłej klasy i zarazem całego LO nr. 15 w Warszawie. Z niedowierzaniem wpatruję się w literki, które układają się w spójny tekst. Kilka razy "przelatuję" wzrokiem po wiadomości, dopiero po trzecim razie rozumiejąc jej sens. Dominika, razem z całym byłym samorządem, za porozumieniem z dyrektorem i wszystkimi nauczycielami, postanowiła urządzić spotkanie naszego rocznika. Pomysł spotkania starych znajomych, z naszego liceum nie wydawał mi się głupi, więc czym prędzej wystukałam na klawiaturze odpowiedź potwierdzającą moją obecność. Trochę dziwnie mi będzie stanąć ze wszystkimi twarzą w twarz, po tylu latach, tym bardziej, że nie zawsze i nie dla wszystkich byłam miła. No trudno, teraz już tego nie odwrócę. Raz się żyje.

* Angela *
Kolejny dzień w Warszawie upłynął mi tak samo jak każdy inny. Nadal nie znalazłam żadnej pracy, więc każda kolejna doba sprawiała, że tylko zaczęłam tracić nadzieję, że uda mi się w końcu znaleźć jakieś satysfakcjonujące zajęcie. Miałam już dość ciągłego walenia głową w mur. Chciałam jakiejś odmiany, czegoś nowego. Niestety jak to zawsze powiadała moja mama ,,życie to nie koncert życzeń" (dziękuje ci, mamo!).
Nadal mieszkałam w swoim starym domu i tylko czasem dochodziły do mnie słuchy co dzieje się z resztą mojej licealnej klasy. Podobno Martę ostatnio wyrzucili z pracy, a Ola - jedna z naszych klasowych piękności - zaczęła karierę w branży muzycznej. Słyszałam też, że jedna z dziewczyn (mam na myśli: jedna z tych, które zazwyczaj mi dogryzały) ostatnio wzięła ślub. Krążą plotki, że jest w ciąży, ale jakoś nie chce mi się w to wierzyć. Brak zaproszenia na wesele, oczywiście mnie nie zaskoczył, mimo że pod koniec szkoły zaczęłyśmy się dogadywać lepiej, a ja miałam dziwne wrażenie, że spory wpływ na to miała Emilka, która po prawie trzech latach wreszcie przestała komentować każdy mój krok. Byłam jej za to dozgonnie wdzięczna. A właśnie... co do brunetki to słuch po niej zaginął kilka miesięcy po zakończeniu szkoły. Tak - o niej też krążyły różne pogłoski. Nie miałam jedna zamiaru uwierzyć w żadną plotkę, która okrążyła połowę Warszawy, bo byłoby to bez sensu.
Tego dnia zamiast tylko przeglądać kolejne strony z ofertami pracy, włączyłam sobie inne bzdety typu Besty.pl czy Wiedza Bezużyteczna. Miałam już dość siedzenia sama i robienia w kółko tych samych rzeczy. To nudne. Oczywiście nie mogło zabraknąć Facebook'a, ani Twittera, bo bez nich życie było by nudne. Szybko przeglądam nowe powiadomienia na tt, a następnie loguję się na stronę z literką "f" na ikonce. Na "fejsie" nie bywam zbyt często, więc nie jestem pewna co podkusiło mnie tym razem, żeby sprawdzić co dzieje się u starych znajomych. Najwidoczniej nie tylko ja wpadłam na ten pomysł bo już kilka minut po moim zalogowaniu przychodzi mi wiadomość od Dominiki - jednej z moich najlepszych koleżanek.
Dominika:
"Cześć Angie, robimy spotkanie naszego rocznika i mam nadzieję, że wpadniesz, bo bez ciebie to nie będzie już to samo. Byłaś jedną z najważniejszych postaci w naszej szkole i sądzę że wiele osób chciałoby się dowiedzieć co tam u ciebie słychać i jak wiele się zmieniło... Oczywiście oferujemy dobrą zabawę. Przyjdź, będzie fajnie. Obiecuję. I na pewno będę ja, a to już duży plus, prawda?"
Dominika jak widać nic się nie zmieniła - nadal zachowuje się jak samolubna laleczka. Patrząc na jej zdjęcie profilowe mogę stwierdzić, że tak też wygląda. W moim roczniku, co prawda było wiele takich osób, ale znalazło się też kilka, które były jednymi z najmilszych ludzi jakich kiedykolwiek spotkałam w moim życiu. To pomogło mi podjąć decyzję, nad którą postanowiłam się dłużej nie zastanawiać.
Ja:
"Jasne, Dośka. Oczywiście, że będę. Strasznie tęsknię za wszystkimi ludźmi, którzy zawsze byli ze mną i bardzo chętnie się z nimi spotkam. To chyba jasne, że twoja obecność jest dla mnie plusem. Będzie świetnie."
No dobra trochę kłamię, ale to tylko lekkie kłamstewko z którego nic nie wyniknie. Nieszkodliwe. Niektórych osób za którymi "tęsknię" najchętniej nie zobaczyłabym więcej do końca świata, ale znając moje szczęście pewnie spotkam ich wszystkich, co do jednego. No nie ważne. Klikam przycisk "wyślij" i chwilę później na ekranie laptopa widniej kolejna wiadomość od Dominiki.
Dominika:
"To super! Im więcej ludzi tym lepsza będzie zabawa, a i my możemy się zachowywać jakbyśmy znów były w wieku szkolnym. Będzie jak dawniej"
Nie będzie i obie o tym wiemy, ale na razie pozwalam jej się łudzić. Później, kiedy już wyjdziemy z budynku, nasza "przyjaźń" rozwieje się tak jak ostatnim razem. Żałuje wielu rzeczy których zrobiłam. Czasu nie cofnę. To będzie tylko kolejna rzecz na liście i nic nie będzie w stanie jej wymazać.
~~~~~~~~~
Lune&Lora: Rozdział dodajemy z okazji tego, że mamy dzisiaj rocznicę zdobycia przez nas tytułu Mistrzów Świata (tak to już rok), a na dodatek wygraliśmy dzisiaj z USA 3:1. Ten dzień nie mógł być lepszy ♥♥ #OdRokuJesteśmyMistrzamiŚwiata
"Zostaliście wieczni powiem tylko "Dziękujemy!"
Brak mi teraz słów, zawsze z Was dumni będziemy!
To nie żaden sen Polska znów jest Mistrzem Świata!
Drużyna Antigi w sercach zostanie na lata!"

piątek, 14 sierpnia 2015

Prolog - w tym miejscu zaczyna się historia.

* Angela *
Kolejny raz wychodzę z domu trzaskając drzwiami. Moi rodzice wkurzają mnie tak bardzo, że podczas kłótni mam ochotę roznieść ten dom w drobny mak. Z trudem powstrzymałam się, żeby jednak tego nie zrobić. Sentyment do tego domu pozostał mimo, że nie był on świadkiem zbyt wielu rodzinnych scen - wychowywała mnie gosposia. Rodzice byli zbyt zajęci swoją pracą, żeby przejmować się małą blondyneczką, kręcącą się po pomieszczeniach. Moja mama jest prawnikiem, a tata lekarzem. Może i często się z nimi kłócę, ale kocham ich i nie potrafię się wyrażać o nich inaczej niż z szacunkiem. Jestem dumna z tego co robią, ale nie chce iść w ślady żadnego z nich. O to zazwyczaj się z nim sprzeczam. Oni... chcieliby  żebym miała dobrą pracę i żebym była szczęśliwa. Ja natomiast wiem, że nie byłabym, gdybym musiała pracować w zawodzie, którego nienawidzę z całego serca. Owszem jestem dumna z tego, że pomagają ludziom, ale właśnie przez ich zawody nigdy nie było ich, kiedy najbardziej potrzebowałam matczynej troski, albo ojcowskiego wsparcia. To właśnie przez ich pracę ostatnio tylko się mijamy, rzucając sobie tylko tęskne spojrzenia, podczas posiłków.
Ja też chciałabym pomagać ludziom, ale w zupełny inny sposób. Chciałabym być psychologiem. Wiem, że potrafię, bo zawsze to ja potrafiłam znaleźć dobre rozwiązanie. Bez użycia siły, oczywiście. Zawsze byłam spokojna i mój spokój udzielał się innym osobom w moim otoczeniu. Ludzie zazwyczaj lubili mój pokojowy charakter, ale znaleźli się też tacy, których moje zachowanie doprowadzało do szewskiej pasji. Jedną z tych osób była Emilia Michalak. Była naprawdę piękna. Szkoda że z jej słodkim wyglądem, nie szedł w parze równie słodki charakter. Tak już bywa. Ja byłam miła, ale nigdy nie uważałam się za szczególną piękność. I w sumie było mi z tym dobrze.
Wolnym krokiem ruszyłam w stronę parku miejskiego. Był środek lata. Na ławkach, pomalowanych brązową farbą siedziało wiele osób z mojej szkoły. Nic dziwnego. Wieczór był naprawdę piękny... Temperatura spadła o kilka stopni i w tym momencie była idealna. Spacerując między tymi wszystkimi ludźmi, ubranymi w letnie stroje, nie odróżniałam się od nich zupełnie niczym. Ale jedną z postaci znajdujących się w parku trudno było przeoczyć.
Na jednej z tych ławek, znajdujących się w głębi parku, między drzewami, siedziała dziewczyna, której (teoretycznie) powinnam nie znosić - Emilka. Problem w tym, że nie potrafiłam. To zupełnie nie pasowało do mojego charakteru. A przynajmniej nie w tej chwili. Płakała, trzymając twarz ukrytą w dłoniach. Dziwnym zjawiskiem było zobaczenie jej bez "świty", która zazwyczaj otaczała ją w szkole, bo to nie zdarzało się zbyt często - zaledwie parę razy w ciągu roku. Nie próbowała się ukrywać, bo wiedziała, że w tym mieście ludzie zawsze udają, że nie dostrzegają takich rzeczy, ignorują to. Ja potrafiłam to dostrzec. Więc pokonałam swoją niechęć do osoby, która za zwyczaj przyjęła sobie wyżywanie się na mnie... I podeszłam.

*Emilka*
- Kacper, przestań - krzyknęłam zdesperowana, wyciągając ręce w pokojowych zamiarach w stronę mojego dziesięcioletniego brata, który już od kilku lat skutecznie utrudniał mi życie, zrzucając na mnie wszystkie swoje grzeszki.
- Co będę z tego miał? - zapytał z cwanym uśmieszkiem, unosząc drogocenną wazę nad głowę. W tym momencie jednak pod nasz dom zajechało auto, z którego jak wiedziałam, za chwilę wysiądą rodzice.
- Ups, nie tym razem siostra- zaśmiał się wypuszczając przedmiot z rąk. Rzuciłam się na podłogę by złapać tą wazę lecz niestety nie dałam rady i delikatne naczynie rozbiło się na podłodze na tysiąc kawałków.
- Co ja Ci takiego zrobiłam? - warknęłam, odpychając go. Niestety, dokładnie w tym momencie, nie słysząc moich słów, do pokoju weszli dorośli.
- Co to ma znaczyć? - ryknął mój ojczym, wpatrując się we mnie. Oczywiście, to ja jestem ta zła.
- Tato, Emilka znów chciała wyjść po kryjomu na imprezę, a kiedy chciałem jej przeszkodzić popchnęła mnie na ten stolik i zbiłem tą wazę... Ale ja naprawdę nie chciałem- rzucił płaczliwym tonem i już po chwili tonął w niedźwiedzim uścisku ojca.
- Emilio Michalak, dlaczego wciąż mi to robisz? - zapytała mama, wpatrując się we mnie wzrokiem pełnym bólu.
- Mamo, to nie ja, nigdy bym Ci tego nie zrobiła- zaczęłam szybko mrugać by odpędzić łzy.
- Przestań kłamać- krzyknął ojczym ,rzucając mi spojrzenie pełne nienawiści- Nie chcemy słuchać Twoich kolejnych kłamstw, masz szlaban- uśmiechnął się złośliwie - Oddaj telefon, laptopa zabiorę później...
- Nie masz prawa - krzyknęłam wybiegając z pomieszczenia.
- Emilka, stój- podniosła głos mama, wybiegając za mną na ganek, lecz ja nie słuchałam i skierowałem swoje kroki do parku. O tej godzinie pełno tam było ludzi z mojej szkoły, nie przejmowałam się tym jednak, wiedziałam, że i tak nikt nie zwróci na mnie uwagi. Może i byłam jedną z najpopularniejszych osób w szkole, lecz nikt tak naprawdę mnie nie znał. Ja wiedziałam o moich  "przyjaciółkach" wszystko, one o mnie nic. Przez sytuacje w domu. Zajęłam miejsce na ławce i schowałam twarz w dłoniach, szlochając dosyć głośno. Po chwili ktoś usiadł obok mnie, a ja widząc, że to Angela Sarnecka jedynie bardziej się skuliłam.
- Czego chcesz? -  warknęłam, patrząc na nią wrogo. Nie chciałam litości, tym bardziej od niej. Dziewczyna, na której wyładowywałam swoje emocje, chce mnie pocieszyć. Nigdy nie słyszałam bardziej absurdalnej rzeczy. Jej blond włosy połyskiwały w zachodzącym słońcu, a twarz wyglądała jak u szklanej lalki. Bransoletki, z którymi nigdy się nie rozstawała, brzęczały cicho przy jej każdym ruchu. Nie wiedziałam dlaczego to robi, lecz byłam jej za to wdzięczna. Dziwne prawda? Widząc nas obie w szkole, gdy cały czas jej dogryzam nikt by nie powiedział, że to ona będzie przy mnie, kiedy będę tego potrzebowała. Nie Ilona, czy Magda. ONA. Westchnęłam cichutko, opierając się na ławce i odchylając głowę do tyłu. Moje, praktycznie czarne, włosy wyrzuciłam za sobie tak, że lekki  wiaterek uniósł je minimalnie do góry, rozsiewając wokół nas zapach mojej ulubionej, czekoladowej odżywki do włosów.
- Dlaczego to robisz? -  odezwałam się już spokojnym głosem ocierając pozostałości łez z policzków. Niestety dziewczyna nie odpowiedziała, usadawiając się wygodnie w pozycji, w której i ja przed chwilą byłam. W jej ciemnych oczach odbijał się kolor nieba czyniąc je jeszcze piękniejsze niż zwykle. Chciałam jej zadać tyle pytań, lecz nie wiedziałam od czego zacząć. Siedziałyśmy ramię w ramię w całkowitej ciszy wsłuchując się w szum wiatru pomiędzy liśćmi drzew. Alejka, którą wybrałam by spędzić czas w samotności okazała się moim najlepszym  wyborem. A Angela okazała się być o wiele lepszą osobą niż do tej pory sądziłam. Może i nie odezwała się do mnie ani razu, lecz była, a to mi wystarczyło.
- Dziękuję - wyszeptałam kładąc delikatnie moją dłoń na jej po czym wstałam z ławeczki i spokojnym krokiem oddaliłam się w stronę domu, gotowa na wymierzoną karę. Może i po tym będzie gorsza, lecz w tym momencie nie przeszkadzało mi to. Miałam zamiar podporządkować się jej, a dla Angeli – być od dziś milsza.
~~~~~~~~~
Lora&Lune : Prolog, jak każdy inny. Opowiadanie zaczniemy publikować, kiedy uzbieramy jakiś zapas zakończonych rozdziałów. Życzymy wszystkim odwiedzającym miłych wakacji. :)
Edit : Albo roku szkolnego.