piątek, 14 sierpnia 2015

Prolog - w tym miejscu zaczyna się historia.

* Angela *
Kolejny raz wychodzę z domu trzaskając drzwiami. Moi rodzice wkurzają mnie tak bardzo, że podczas kłótni mam ochotę roznieść ten dom w drobny mak. Z trudem powstrzymałam się, żeby jednak tego nie zrobić. Sentyment do tego domu pozostał mimo, że nie był on świadkiem zbyt wielu rodzinnych scen - wychowywała mnie gosposia. Rodzice byli zbyt zajęci swoją pracą, żeby przejmować się małą blondyneczką, kręcącą się po pomieszczeniach. Moja mama jest prawnikiem, a tata lekarzem. Może i często się z nimi kłócę, ale kocham ich i nie potrafię się wyrażać o nich inaczej niż z szacunkiem. Jestem dumna z tego co robią, ale nie chce iść w ślady żadnego z nich. O to zazwyczaj się z nim sprzeczam. Oni... chcieliby  żebym miała dobrą pracę i żebym była szczęśliwa. Ja natomiast wiem, że nie byłabym, gdybym musiała pracować w zawodzie, którego nienawidzę z całego serca. Owszem jestem dumna z tego, że pomagają ludziom, ale właśnie przez ich zawody nigdy nie było ich, kiedy najbardziej potrzebowałam matczynej troski, albo ojcowskiego wsparcia. To właśnie przez ich pracę ostatnio tylko się mijamy, rzucając sobie tylko tęskne spojrzenia, podczas posiłków.
Ja też chciałabym pomagać ludziom, ale w zupełny inny sposób. Chciałabym być psychologiem. Wiem, że potrafię, bo zawsze to ja potrafiłam znaleźć dobre rozwiązanie. Bez użycia siły, oczywiście. Zawsze byłam spokojna i mój spokój udzielał się innym osobom w moim otoczeniu. Ludzie zazwyczaj lubili mój pokojowy charakter, ale znaleźli się też tacy, których moje zachowanie doprowadzało do szewskiej pasji. Jedną z tych osób była Emilia Michalak. Była naprawdę piękna. Szkoda że z jej słodkim wyglądem, nie szedł w parze równie słodki charakter. Tak już bywa. Ja byłam miła, ale nigdy nie uważałam się za szczególną piękność. I w sumie było mi z tym dobrze.
Wolnym krokiem ruszyłam w stronę parku miejskiego. Był środek lata. Na ławkach, pomalowanych brązową farbą siedziało wiele osób z mojej szkoły. Nic dziwnego. Wieczór był naprawdę piękny... Temperatura spadła o kilka stopni i w tym momencie była idealna. Spacerując między tymi wszystkimi ludźmi, ubranymi w letnie stroje, nie odróżniałam się od nich zupełnie niczym. Ale jedną z postaci znajdujących się w parku trudno było przeoczyć.
Na jednej z tych ławek, znajdujących się w głębi parku, między drzewami, siedziała dziewczyna, której (teoretycznie) powinnam nie znosić - Emilka. Problem w tym, że nie potrafiłam. To zupełnie nie pasowało do mojego charakteru. A przynajmniej nie w tej chwili. Płakała, trzymając twarz ukrytą w dłoniach. Dziwnym zjawiskiem było zobaczenie jej bez "świty", która zazwyczaj otaczała ją w szkole, bo to nie zdarzało się zbyt często - zaledwie parę razy w ciągu roku. Nie próbowała się ukrywać, bo wiedziała, że w tym mieście ludzie zawsze udają, że nie dostrzegają takich rzeczy, ignorują to. Ja potrafiłam to dostrzec. Więc pokonałam swoją niechęć do osoby, która za zwyczaj przyjęła sobie wyżywanie się na mnie... I podeszłam.

*Emilka*
- Kacper, przestań - krzyknęłam zdesperowana, wyciągając ręce w pokojowych zamiarach w stronę mojego dziesięcioletniego brata, który już od kilku lat skutecznie utrudniał mi życie, zrzucając na mnie wszystkie swoje grzeszki.
- Co będę z tego miał? - zapytał z cwanym uśmieszkiem, unosząc drogocenną wazę nad głowę. W tym momencie jednak pod nasz dom zajechało auto, z którego jak wiedziałam, za chwilę wysiądą rodzice.
- Ups, nie tym razem siostra- zaśmiał się wypuszczając przedmiot z rąk. Rzuciłam się na podłogę by złapać tą wazę lecz niestety nie dałam rady i delikatne naczynie rozbiło się na podłodze na tysiąc kawałków.
- Co ja Ci takiego zrobiłam? - warknęłam, odpychając go. Niestety, dokładnie w tym momencie, nie słysząc moich słów, do pokoju weszli dorośli.
- Co to ma znaczyć? - ryknął mój ojczym, wpatrując się we mnie. Oczywiście, to ja jestem ta zła.
- Tato, Emilka znów chciała wyjść po kryjomu na imprezę, a kiedy chciałem jej przeszkodzić popchnęła mnie na ten stolik i zbiłem tą wazę... Ale ja naprawdę nie chciałem- rzucił płaczliwym tonem i już po chwili tonął w niedźwiedzim uścisku ojca.
- Emilio Michalak, dlaczego wciąż mi to robisz? - zapytała mama, wpatrując się we mnie wzrokiem pełnym bólu.
- Mamo, to nie ja, nigdy bym Ci tego nie zrobiła- zaczęłam szybko mrugać by odpędzić łzy.
- Przestań kłamać- krzyknął ojczym ,rzucając mi spojrzenie pełne nienawiści- Nie chcemy słuchać Twoich kolejnych kłamstw, masz szlaban- uśmiechnął się złośliwie - Oddaj telefon, laptopa zabiorę później...
- Nie masz prawa - krzyknęłam wybiegając z pomieszczenia.
- Emilka, stój- podniosła głos mama, wybiegając za mną na ganek, lecz ja nie słuchałam i skierowałem swoje kroki do parku. O tej godzinie pełno tam było ludzi z mojej szkoły, nie przejmowałam się tym jednak, wiedziałam, że i tak nikt nie zwróci na mnie uwagi. Może i byłam jedną z najpopularniejszych osób w szkole, lecz nikt tak naprawdę mnie nie znał. Ja wiedziałam o moich  "przyjaciółkach" wszystko, one o mnie nic. Przez sytuacje w domu. Zajęłam miejsce na ławce i schowałam twarz w dłoniach, szlochając dosyć głośno. Po chwili ktoś usiadł obok mnie, a ja widząc, że to Angela Sarnecka jedynie bardziej się skuliłam.
- Czego chcesz? -  warknęłam, patrząc na nią wrogo. Nie chciałam litości, tym bardziej od niej. Dziewczyna, na której wyładowywałam swoje emocje, chce mnie pocieszyć. Nigdy nie słyszałam bardziej absurdalnej rzeczy. Jej blond włosy połyskiwały w zachodzącym słońcu, a twarz wyglądała jak u szklanej lalki. Bransoletki, z którymi nigdy się nie rozstawała, brzęczały cicho przy jej każdym ruchu. Nie wiedziałam dlaczego to robi, lecz byłam jej za to wdzięczna. Dziwne prawda? Widząc nas obie w szkole, gdy cały czas jej dogryzam nikt by nie powiedział, że to ona będzie przy mnie, kiedy będę tego potrzebowała. Nie Ilona, czy Magda. ONA. Westchnęłam cichutko, opierając się na ławce i odchylając głowę do tyłu. Moje, praktycznie czarne, włosy wyrzuciłam za sobie tak, że lekki  wiaterek uniósł je minimalnie do góry, rozsiewając wokół nas zapach mojej ulubionej, czekoladowej odżywki do włosów.
- Dlaczego to robisz? -  odezwałam się już spokojnym głosem ocierając pozostałości łez z policzków. Niestety dziewczyna nie odpowiedziała, usadawiając się wygodnie w pozycji, w której i ja przed chwilą byłam. W jej ciemnych oczach odbijał się kolor nieba czyniąc je jeszcze piękniejsze niż zwykle. Chciałam jej zadać tyle pytań, lecz nie wiedziałam od czego zacząć. Siedziałyśmy ramię w ramię w całkowitej ciszy wsłuchując się w szum wiatru pomiędzy liśćmi drzew. Alejka, którą wybrałam by spędzić czas w samotności okazała się moim najlepszym  wyborem. A Angela okazała się być o wiele lepszą osobą niż do tej pory sądziłam. Może i nie odezwała się do mnie ani razu, lecz była, a to mi wystarczyło.
- Dziękuję - wyszeptałam kładąc delikatnie moją dłoń na jej po czym wstałam z ławeczki i spokojnym krokiem oddaliłam się w stronę domu, gotowa na wymierzoną karę. Może i po tym będzie gorsza, lecz w tym momencie nie przeszkadzało mi to. Miałam zamiar podporządkować się jej, a dla Angeli – być od dziś milsza.
~~~~~~~~~
Lora&Lune : Prolog, jak każdy inny. Opowiadanie zaczniemy publikować, kiedy uzbieramy jakiś zapas zakończonych rozdziałów. Życzymy wszystkim odwiedzającym miłych wakacji. :)
Edit : Albo roku szkolnego.

4 komentarze:

  1. Zapowiada się naprawdę ciekawie i nie mogę doczekać się kolejnych rozdziałów. Będę!

    OdpowiedzUsuń
  2. Zaciekawiłyście mnie xd
    Zostaję i zapraszam na 1 ^^
    wzniesc-sie-ponad-wszystko.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Hej :)
    Bardzo fajne! Zostaję :)
    Prosiłaś o info na tt -> zaobserwowałam cię (@IadalaOla),żebym mogła pisać do Cb proszę o followback :D
    Pozdrawiam i zapraszam na dwójkę -> http://belchatowskie-lovestory.blogspot.com/ :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Hello :)
    Zapraszam na 4:)
    belchatowskie-lovestory.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń